Biznesowe randkowanie – czyli o spotkaniach mastermind od kuchni

with Brak komentarzy
Przedsiębiorca jest samotny. Nawet wtedy, gdy wydaje się, że ma wianuszek ludzi wokół siebie. Budując własny biznes podejmujesz samodzielnie decyzje, nadajesz kierunek działań. W początkowych etapach zdecydowana większość z nich jest na Twojej głowie. Jak nie zwariować? Z pomocą mogą przyjść spotkania mastermind, które okazują się mieć wiele punktów wspólnych... z randkowaniem! A to przecież przyjemne, prawda?
Zapraszam do przeczytania rozmowy trzech przedsiębiorczych dusz – Ireny Domachowskiej, Dominiki Cirockiej i Oli Proksy-Bielawy, które opowiadają, jak takie spotkania mogą wyglądać, jakie miały oczekiwania i wątpliwości, i co może powstać z takiej współpracy.

Rozmawiają:

 

Ola Proksa-Bielawa przedsiębiorcza mama i Wirtualna Asystentka odnoszących sukcesy przedsiębiorców i twórców internetowych. Ogarniaczka chaosu i nieposkromionych dedline’ów.

Doświadczona managerka oraz specjalistka ds. marketingu.

 www.proksa-bielawa.pl

 

 

Dominika Cirocka z wykształcenia i pasji psycholog, z zamiłowania podróżniczka, jeździec i nurek, a od jakiegoś czasu również blogerka. W sieci znajdziesz ją pod adresem: www.psychologiaprzygody.pl.

 

 

Irena Domachowska doktor psychologii, wykładowca akademicki i psychoterapeutka. Pasjonatka koncepcji i modeli psychologicznych, czyli prób uchwycenia zjawisk psychologicznych i społecznych za pomocą teorii.

https://www.facebook.com/IDTherapypl

Wychodzi na to, że po prostu trzeba trafić na właściwą osobę,
niekoniecznie działającą w podobnej branży.

Ola: Zostałyśmy zapytane, jak wygląda współpraca w ramach spotkań mastermind. Zacznijmy więc od tego, jak się to u nas zaczęło. Na grupie stworzonej przez Kasię Relidzyńską – Multimastermind – zobaczyłam ogłoszenie Dominiki o tym, że szuka osoby do spotkań (Ireny wtedy jeszcze w tej historii nie było). To nawet nie był sam post, a komentarz przypominający, że nadal szuka (śmiech). Przeczytałam ogłoszenie i bloga Psychologia Przygody, tak pobieżnie, i stwierdziłam, że jest świetna! Że ma wiedzę i umiejętności, których mi brakuje i które chciałabym podciągnąć. Stwierdziłam, że spróbuję, że to musi się udać. Tym bardziej że jakieś dwa tygodnie wcześniej próbowałam dołączyć do innej grupy, ale rozpadła się po półgodzinnej rozmowie.

Dominika: O, tej historii o rozpadzie twojej grupy nie znałam.

Ola: Tak, były cztery dziewczyny. Świetnie dziewczyny o bardzo ciekawej aktywności w sieci. Jednak już na początku rozmowy miałam wrażenie, że każda z nas jest bardzo spięta i skupiona na sobie. Ostatecznie, po tej rozmowie, na naszej wspólnej konwersacji na messengerze każda napisała, że odchodzi. Nie było tam chemii od pierwszej minuty. Zraziłam się bardzo, ale zobaczyłam właśnie ten komentarz Dominiki, wręcz ponaglający i postanowiłam to sprawdzić. Miałam wrażenie, że u nas ta chemia się pojawiła od samego początku. Osobiście czułam respekt do Dominiki, że muszę robić i się starać skoro Dominika nad tym czuwa. Tak to wygląda z mojej strony, a jak to wyglądało z Twojej Dominika?

Dominika: Pamiętam, że to ogłoszenie napisałam bardzo spontanicznie. Miałam wrażenie, że siedzę i robię jakieś rzeczy, pracując z domu, i próbuję to jakoś ogarnąć. Po pierwsze brakowało mi osoby, która by na to spojrzała trochę z zewnątrz i być może – nie chce powiedzieć „rozliczała mnie” – ale w jakiś sposób patrzyła na te moje działania i dawała mi feedback. Jak się robi wszystko samemu i działa się w domu, wszystko zaczyna się w pewnym momencie rozmywać. Nawet nie pamiętam, jak trafiłam na grupę Multimastermind. Napisałam ogłoszenie, ale nie czekałam specjalnie, żeby ktoś się odezwał. Pamiętałam, że gdzieś tam było i wtedy ty Olu się do mnie odezwałaś. Od pierwszego spotkania mam wrażenie, że dobrze nam się rozmawiało. Zauważyłam, że ty się znasz na rzeczach, na których ja kompletnie się nie znam. Poczułam, że od początku jakoś fajnie się uzupełniałyśmy.

Ola: Wychodzi na to, że po prostu trzeba trafić na właściwą osobę, niekoniecznie działającą w podobnej branży. U nas sprawdziło się to, że szukałyśmy kogoś, kto ma inne kompetencje. Do tego ten aspekt motywacyjny, a wręcz przysłowiowy bat (śmiech). Dziwnie to brzmi, ale miałam ogromny stres, że nie dociągnę jakiegoś projektu, którego wykonanie obiecałam Dominice. Momentami chyba nawet bardziej niż przed klientami. Bałam się zawieść Dominikę.

Dominika: No naprawdę, jakbym była jakaś straszna!

Ola: Naprawdę tak było! Miałam takie: „o matulu, obiecałam, że napiszę ten artykuł, a jeszcze go nie mam!” Tak siedziałam i skrobałam tekst. Sama sobie narzuciłam taką presję, że muszę to dociągnąć ze względu na ciebie. Pewnie jakbym nadal działała sama, racjonalizowałabym sobie odkładanie tego zadania w czasie.

Dominika: Pamiętam, jak wysyłałaś mi ten artykuł. Męczyłaś się z nim i mi go wysłałaś, napisałaś z ulgą, że „jeszcze nie po polsku, ale już jest!”

Ola: Dokładnie tak! Nasze spotkania to było to, czego potrzebowałam. A później napisałaś mi, że dołączy do nas kolejna, nowa osoba.

Dominika: Tak, napisałam z propozycją. To wtedy Irena się do mnie odezwała.

Ola: Pamiętam, że czułam już flow z Dominiką i, mając w pamięci pierwsze moje spotkanie z grupą, poczułam pewnego rodzaju strach. Teoretycznie nie miałam nic przeciwko, żeby Irena do nas dołączyła, ale z drugiej strony z tyłu głowy miałam pytanie „a co, jeśli się trafi taka osoba, jak z mojej pierwszej grupy mastermindowej?”. Bałam się, że nie będzie tej chemii, która była motorem napędowym naszych spotkań, ale postanowiłam, że nie będę stwarzać problemów.

Dominika: Widzisz, ja nie miałam takich odczuć, bo ja od razu trafiłam na ciebie!

 

 Gdyby nie było zaufania, to nie miałoby szans się to udać.

Ola: U mnie był ewidentny lęk przed tym, kto się pojawi w naszej grupie i pojawiła się właśnie Irena! Ireno, opowiedz, proszę, jak do nas trafiłaś?

Irena: Chciałam na początek powiedzieć, że fajnie to usłyszeć wszystko z Waszej perspektywy, bo ja tak do Was wpadłam i nawet nie wiedziałam, jak długo już się spotykacie, jak dobrze się znacie. Chyba muszę przyznać, że też nie do końca wiedziałam, co to jest mastermind, ale to było krótko po tym jak założyłam własną firmę, zaczynałam ją rozkręcać i po prostu szukałam osób, które też z tą działalnością gospodarczą próbują coś działać i ogarniać. Szczerze powiedziawszy, nie pamiętam dokładnie tych początków, jak na Was trafiłam, ale uważam, że to musiało być przeznaczenie, to ta chemia mnie przyciągnęła!

Ola: Cieszę się, że nie poddałam się tym emocjom, które mi na początku towarzyszyły i nie zaczęłam szukać dziury w całym. A jak się czułaś Ireno, jak już do nas dołączyłaś? My co prawda nie znałyśmy się z Dominiką jakoś bardzo długo, to były raptem 3-4 spotkania…

Dominika:…ale jednak była ta obawa, że jest nam już tak fajnie.

Ola: Dokładnie tak! Ale jednak miałam obawę czy się zgramy, czy Irena zaakceptuje na przykład moje krzyczące dzieci w tle.

Irena: Ale wiecie co, to jest fajne, bo tak jak teraz sobie siedzimy i opowiadamy to przypomina mi to randkowanie. „Czy druga strona mnie polubi? Czy ja polubię drugą stronę?”

Ola: W biznesie ogólnie chyba trochę o to chodzi. Żeby ta chemia się pojawiła, bo jeśli jej nie ma, to często coś zgrzyta, albo coś jest niedogadane i w końcu gdzieś tam przy trudniejszej sytuacji wszystko może się posypać.
No dobrze! Nasze spotkania okazały się owocne, a moje obawy bezpodstawne.Oprócz wartości motywacyjnej naszego mastermindu i możliwości przegadania planów biznesowych przyszedł też pomysł na spotkania live. A od czego się zaczęło? Chciałam poruszać tematy bliższe psychologi w biznesie, żeby nie iść z tworzeniem treści tak bardzo narzędziowo. Dodatkowo ten temat mocno mnie ciekawił, ale nie czułam się specjalistką. Poprosiłam Was o pomoc, a Irena na to: „zróbmy coś razem!”. W pierwszej chwili pomyślałam, że to super, a dopiero później do mnie dotarło, jaki to będzie wielki projekt, na który teoretycznie nie mam czasu. Chciałam raz na jakiś czas napisać jakiś artykuł, a tu nam wychodzi kobyła. Jednak znów zastanawiałyśmy się mniej, niż by wypadało, i zaczęłyśmy działać! Wyszło spontanicznie i to jest chyba clou naszych spotkań. Nie wiem, czy to jest przepis na sukces wszystkich spotkań mastermindowych, ale u nas dużo dawało to, że byłyśmy spontaniczne w naszych relacjach.

Dominika: Też tak myślę, chociaż z drugiej strony mam wrażenie, że też to było czasem wyzwanie. Bo tak nam się dobrze rozmawiało, że ubranie tego w jakiś plan i merytorykę to naprawdę było wyzwanie!

Irena: To prawda! Z tymi live’ami to był taki spontaniczny pomysł, może podchodziłam do tego trochę naiwnie, wydawało mi się, że tam nie będzie trzeba nic robić. Po czym dostałyśmy mega profesjonalną rozpiskę Oli w Asanie i nagle dotarło do mnie, że to nie będzie takie proste.

Ola: No tak, musiałam wykorzystać swoje umiejętności i rozpisać cały ten duży projekt w mojej ukochanej Asanie, bo inaczej bym poległa. Nie wyobrażałam sobie tego inaczej. Rozpisałyśmy wszystkie zadania w ramach tego projektu, czyli to, co musimy zrobić merytorycznie i promocyjnie. Każda z nas miała zadania do wykonania. Największym wyzwaniem było pierwsze spotkanie – najwięcej niewiadomych. Nie wiedziałyśmy, w którą stronę to spotkanie pójdzie, a później przy każdej takiej transmisji na żywo weryfikowałyśmy swoje założenia na temat tego, co powinno działać, a co nie, i miałyśmy więcej swobody przy tym wszystkim. Do tego stopnia, że ostatnie spotkanie przebiegło na totalnym luzie, chyba ta, jak Irena mogłaś sobie to wyobrażać. Każda z nas już była mocno zapracowana i nie miałyśmy za bardzo czasu promować tego wydarzenia.

Dominika: Pamiętam, że ten pierwszy raz był dla mnie takim emocjonującym momentem, też dlatego, że był to w ogóle mój pierwszy live.

Irena: Dla mnie też, ale to właśnie dlatego tak cieszyłam się z umiejętności Oli. Właśnie to było takie super w naszej grupie, że każda miała inne doświadczenie, bo ja chyba nie zorganizowałabym tego samodzielnie. A tu właśnie to, że Ola wiedziała, co, jak, i gdzie, i że tyle postów trzeba umieścić przed i po, to było super.

Ola: A ja potrzebowałam waszych umiejętności jeśli chodzi o psychologię. Zdarzało, że nie do końca rozumiałam temat. Miałam ogólną wiedzę, na czym polega dane zagadnienie, ale gdy przyszło do przykładów, to miałam chwile zwątpienia, czy to dokładnie to, o czym mówimy. Pamiętam, jak wysyłałam do dziewczyn moje notatki z pytaniem, czy nie popłynęłam za bardzo.To też była dla mnie lekcja, że dzieląc się wartością w swoich kanałach, nie muszę polegać wyłącznie na swojej wiedzy. Wokół aż roi się od ludzi, którzy uważają się za ekspertów od wszystkiego. Ja, gdy jestem pewna swojej wiedzy, to się nią dzielę, w innych kwestiach oddaję głos specjalistom. Myślę, że każda z nas wyciągnęła z tego projektu coś dla siebie. Mimo że byłyśmy trzema różnymi osobami. Naprawdę, mam wrażenie, że dziwnie się złożyło, że jesteśmy różne, całkiem inaczej działamy, a jakoś umiemy się dogadać.

Dominika: Masz rację!

Irena: Dokładnie.

Zobacz, o co chodziło w spotkaniach „Psychologicznie mówiąc”

Ola: Teraz jeszcze o samym mastermindzie. Jakie według Was są zalety i wady takich spotkań?

Dominika: Jeżeli chodzi o zalety, to na pewno ta wymiana, o której tu już sporo mówiłaś. Fajne jest to, że mamy różne umiejętności i czasem też reprezentujemy różne branże. Nie chodzi o to, żeby kopiować od siebie pomysły i stresować się, że jeśli ktoś coś powie jako pierwszy, to ja nie mogę tego teraz zrobić. Po drugie super jest to, że możemy się wzajemnie mobilizować do działania i jakoś się wspierać, szczególnie, kiedy jest jakiś słabszy moment, ma się wrażenie, że się czegoś nie ogarnia albo coś jest za bardzo skomplikowane. To układ idealny, gdy któraś z nas zajmuje się czymś zupełnie innym. Podpowie coś od strony merytorycznej albo po prostu zainspiruje do czegoś nowego, spojrzy na coś inaczej.

Ola: A w takim razie, jakie wady byś znalazła?

Dominika: To jest dużo trudniejsze pytanie. To nie wada, ale trzeba znaleźć te właściwe osoby i to na początku może wcale nie być proste. Mi się na szczęśliwie udało, to jest mój pierwszy mastermind, ale tak jak Ola wspominałaś i tak jak też słyszałam od innych osób, to wcale nie zawsze jest takie proste. Zgrać się, znaleźć wspólny język, wspólny termin i regularnie poświęcić czas na spotkania. Czasem ludzie są pełni chęci i zapału na początku, a potem, gdy się okazuje, że trzeba jeszcze jedną godzinę wygospodarować, wolą ją poświęcić na jakieś inne, konkretne zadanie. Z drugiej strony, uważam, że to zawsze jest czas, który warto znaleźć. Czasami poświęcamy godzinę na obgadanie czegoś, ale dzięki temu zaoszczędzimy pół dnia na kombinowaniu samemu i robieniu czegoś na siłę. Więc według mnie, nie jest to czas stracony.

Ola: Ok, dziękuję Ci. Teraz Irena. To samo pytanie. Wady i zalety.

Irena: Dla mnie chyba największą zaletą było to, że zajmujemy się różnymi rzeczami. Z Dominiką obie jesteśmy psychologami, ale mamy różne „działki”, a Ola to już zupełnie inna działka. I właśnie to było bardzo fajne, bo miałam wrażenie, że mamy dużą synergię. Przydało się to przy naszej serii live’ów, gdzie dopasowały się nasze umiejętności. Było to też widać podczas naszych regularnych spotkań – ktoś nie wiedział jakichś technicznych rzeczy, za to inna osoba właśnie to ogarniała lub mogła polecić jakieś materiały, np. kursy, które sama przerobiła. Jakieś ebooki również wymieniałyśmy. Także to na pewno było niesamowicie pomocne. Kolejną zaletą był aspekt motywujący, bo jednak w pandemii i z biznesem online jest tak, że się z tym siedzi samemu, a jest bardzo dużo rzeczy, które trzeba ogarnąć i się nauczyć. Ja pamiętam moje rozkminy prawne, gdzie obie z Dominiką byłyśmy przerażone tym tematem, ale jakoś się wspierałyśmy. Koniec końców wszystkie trzy kontaktowałyśmy się z jedną prawniczką! Co też fajnie wyszło.

Ola: Która też jest w grupie Multimastermind, żeby było jasne.

Irena: Dokładnie! Więc myślę, że to taki aspekt motywujący, że nie jest się samemu na początku z tym całym bałaganem i swoją niepewnością, tylko można tak razem porozkminiać. To jest bardzo fajne.
Jakie wady? Na pewno jest to inwestycja czasowa, ale właśnie rozumiana jako INWESTYCJA. Czyli nie jest to strata czasu, tylko trzeba ten czas zainwestować, żeby coś z tych spotkań wynieść. Mam wrażenie, że my się dobrałyśmy zupełnie przypadkowo, ale ta chemia gdzieś tam zadziałała. Myślę, że warto poświęcić trochę uwagi na dobranie grupy, żeby ta inwestycja czasu się zwróciła.

Ola: Super! U mnie bardzo dużo te spotkania wniosły do firmy.
Po pierwsze, mastermind pozwolił mi wyjść z mojego myślenia nakierowanego na biznes, skalowanie, pieniądze, przychody, gdy wy swoim racjonalnym podejściem życiowym czasami dawałyście mi zagwozdkę. To było dla mnie dużą wartością, żeby zobaczyć, że ktoś może myśleć inaczej.
Drugą wartością była motywacja, ale też konkretne wsparcie. Nie ma co ukrywać – spotykałyśmy się nie dość, że w pandemii to jeszcze w takim okresie jesienno-zimowym, gdzie czasami wszystkie łapałyśmy gorszy nastrój – delikatnie mówiąc. I ta świadomość Waszej obecności, że wiedziałam, że jesteście i możecie mi po prostu powiedzieć, że „Ola, nie musisz”, była dla mnie dużym ułatwieniem. To, że mogłam się po prostu wygadać. Jak rozmawiam z kimś ze swojego otoczenia na tematy biznesowe, to często mnie nie rozumieją, bo nie rozumieją aspektów biznesowych, a znajomych biznesowych często mam na innym etapie działania. Oni zwykle są już 3-4 lata przede mną i jeśli z nimi rozmawiam, to czasami łapie mnie myśl, że ja jeszcze „nie doskoczę”. Więc to był duży plus.
I jeszcze to, że dawałyście mi odwagę, żeby działać. Bo mimo wszystko niektóre rzeczy nie wyszłyby na światło dzienne, niektóre pomysły nie byłyby zrealizowane, gdyby nie to, że powiedziałyście „Ola rób!”. Działając samodzielnie, pewnie bym stwierdziła, że to nie ma szans się udać (mój krytyk wewnętrzny by się pojawił i powiedział „nie, to bez sensu, już ktoś to robił, nikt tego nie potrzebuje”). Tak jak teraz z ebookiem charytatywnym dla Mikołaja. Pamiętam, że pierwsze moje przemyślenia o nim szły do Was. Gdy miałam jakieś inne pomysły, też w pierwszej kolejności pisałam do Was.


Jeśli chodzi o wady spotkań mastermind, to poza tą inwestycją czasową pojawiała się też inwestycja energetyczna. Niekiedy byłam już bardzo zmęczona i nie czułam się na siłach na spotkania, a nie chciałam Was zawieść.
Muszę wspomnieć o zaufaniu. U nas wyszło naturalnie, ale obawiam się, że z innymi osobami miałabym duży problem, żeby zaufać. Widzę ryzyko, że jeśli znajdzie się osoba, która będzie chciała wiedzę o nas i naszej firmie wykorzystać, a my się zbyt otworzymy ze swoimi pomysłami albo wynikami, to może się to skończyć źle. Na naszych spotkaniach często dzieliłyśmy się wynikami, informacjami o negocjacjach z klientami. Gdyby nie było zaufania, to nie miałoby szans się to udać.
Jednak analizując to wszystko, jestem całym sercem za takimi spotkaniami. By szukać osób z zewnątrz, które pomogą nam spojrzeć na biznes z innej perspektywy i dadzą konstruktywną krytykę lub wiatr w żagle gdy tego potrzeba.

 

Bo mastermind jest związkiem na jakiś czas i tak sobie myślę,
że to jest ważne, żeby być z osobami, które chcą dawać i wymieniać się.

Dominika: Ja myślę, że to dobrze, jeśli jest to właśnie osoba spoza naszego najbliższego otoczenia. Oczywiście taka też może być, ale wydaje mi się, że takie spotkanie się z kimś, kto spojrzy z zupełnie innej perspektywy, z zewnątrz, ma większa wartość. Oczywiście, że później już się znamy, zawiązujemy jakieś więzi i tak dalej, ale jest to nadal inna relacja, inne spojrzenie niż w przypadku kogoś, kto cię zna na innych polach albo jest członkiem twojej rodziny. Może nie powie czegoś, bo mógłby cię urazić w jakiś sposób, nie będzie czuć się komfortowo, krytykując twój pomysł? My miałyśmy na tyle fajną relację, że z jednej strony było to zaufanie, ale z drugiej strony potrafimy sobie powiedzieć „nie, to moim zdaniem nie ma sensu. Zastanów się nad tym” albo po prostu „nie idź tą drogą”. To też jest jednak cenne.

Ola: Dokładnie, tylko właśnie nie zawsze łatwo jest znaleźć taką osobę, której można zaufać i jest z zewnątrz.

Dominika: Jasne, że tak.

Irena: Myślę, że jeśli chodzi o zaufanie, to chyba znowu wrócę do metafory randkowania, bo najpierw musi być chemia, ale też musi być zaufanie – nie z każdą osobą po pierwszej randce wyjdzie związek. Bo mastermind jest związkiem na jakiś czas i tak sobie myślę, że to jest ważne, żeby być z osobami, które chcą dawać i wymieniać się. To jest ta chemia, którą się czuje. Jeśli nie ma zaufania, to każdy siedzi i zakrywa się i tak naprawdę nie chce rozmawiać o problemach.

Ola: Ja też muszę dodać, że to było tylko moje odczucie, że w tym moim pierwszym mastermindzie one wszystkie chciały tylko brać. Po prostu czułam to po ich wypowiedziach, co niekoniecznie musiało się wiązać z prawdą. Być może one w innych mastermindach odkryły swoje karty. Niestety to konkretne spotkanie było tak nienaturalne, że aż bolało. A u nas rozmowa z Dominiką i Ireną wyszła, jakbyśmy się znały od lat! Pamiętam, że Irena jechała wtedy samochodem i samo to było dla mnie fajne, że to nie jest jakaś sztywna pani w garsonce, tylko osoba totalnie na luzie.

Irena: To naprawdę nie znałaś mnie na początku (śmiech). Jestem wzorem chaosu.

Ola: No nie znałam!

Dominika: A teraz może warto powiedzieć, jak to się skończyło. W sensie, dlaczego podjęłyśmy taką decyzję.

Ola: U nas chyba jak wszystko – wyszło dosyć spontanicznie.

Dominika: Tak, i początek, i środek, i koniec.

Irena: Organicznie po prostu.

Dominika: Najlepsze jest to, że wszystkie trzy spotkałyśmy się w tym samym punkcie. Nie było tak, że Ty chcesz kończyć, ja nie, a Irena stwierdza, że no jak to? Tylko przyszedł taki moment i się zadziało.
Ola: Zaczęło się od tego, że doszłyśmy do wniosku, że zakończymy nasz cykl spotkań live „Psychologicznie mówiąc”, gdyż inne nasze projekty były i są dla nas w tym momencie priorytetowe. Te live’y miały na celu bardziej wzmocnienie marki osobistej i ten cel, moim zdaniem, został osiągnięty. Razem z zakończeniem naszych live’ów naturalnie wyszło, że stwierdziłyśmy, że to jest dobry moment, aby zamknąć klamrą całą naszą współpracę. Kontakt się nie urwał, ale stał się bardziej przyjacielski niż biznesowy.

Irena: Przychodzi mi do głowy taka refleksja, że mastermind to jest relacja typu „nie może być za blisko, nie może być za daleko”. Na przykład teraz przyszłyśmy na pogaduchy i po prostu sobie gadamy i trochę plotkujemy. Wydaje mi się, że w mastermindach, w których osoby się już za dobrze znają i za dużo czasu spędzają właśnie na pogaduchach, to może być to nieefektywne. Tak jak mówiłam na początku, że jak nie ma zaufania, to jest jakiś taki dystans i nie ma przestrzeni na to, żeby się otworzyć. Z drugiej strony myślę też, że jak za dużo jest otwierania się i plotkowania to nie ma przestrzeni na biznes. Więc trzeba znaleźć złoty środek, złoty dystans w takim mastermindzie, żeby było on jak najbardziej efektywny.

Ola: Jakoś wszystkie trzy w tym samym momencie wyczułyśmy, że to jest TEN moment, kiedy jest więcej przyjaźni niż biznesu.
Nie wiem jak Wy, ale ja myślę, że kiedyś wrócę do tej idei i przyjdzie taki moment, że będę potrzebowała nowej grupy. Ale teraz nie jestem jeszcze na to gotowa. Jeśli wracamy do tego pojęcia randkowania i zakończenia związku, to potrzebuję chwili czasu na nowe otwarcie. Więc ja tego czasu potrzebuję i zostaję póki co singielką mastermaindową. A Wy jak? Myślicie o kolejnych grupach mastermindowych?

Dominika: Ja jakoś nie. Nie przyszło mi to do głowy. Może! Nie wykluczam tego w przyszłości, natomiast na ten moment nie brałam tego pod uwagę. Może to po prostu inny moment w moim życiu i potrzebuję czegoś innego.

Irena: U mnie to samo. Dopiero jak teraz zadałaś to pytanie, to zaczęłam się nad tym zastanawiać i faktycznie nie mam takiej potrzeby. Jakoś inaczej się teraz moje życie układa i rozwija, ale na pewno widzę to jako narzędzie, z którego warto skorzystać kiedy pojawia się taka potrzeba i jest to bardzo fajna rzecz.

Podsumowanie
Podsumowując tę rozmowę, przychodzą na myśli trzy wnioski. Po pierwsze warto znaleźć osoby, które się polubi, ale też zaufa. Po drugie ważne jest dopasowanie charakteru, ale za to różne umiejętności i spojrzenia na życie. Po trzecie jak jest za dużo przyjaźni, to zaczyna brakować przestrzeni na biznes i lepiej przemyśleć dalszą kontynuację spotkań. A jakie są Twoje wnioski ze spotkań mastermind?

 

Zostaw Komentarz